Zakaz wstępu dla kobiet

Według statystyk znaczny odsetek Polaków nie potrafi czytać ze zrozumieniem, ale żeby aż tylu?

Ale po kolei. Mieszkanka Gdańska przyszła ze znajomym do męskiego salonu fryzjerskiego “The Barbers”. Według jej opisu, po chwili od wejścia została wyproszona z salonu w  chamski i bezczelny sposób, gdyż jako „babka”, nie ma prawa wstępu. Oburzona kobieta opisała zaistniałą sytuację w liście, który ukazał się między innymi na łamach Codziennika Feministycznego.

Historia wywołała sporo zamieszania, a dyskutanci podzielili się na trzy grupy: na tych, którzy uważają zaistniałą sytuację za przejaw dyskryminacji, na tych, którzy bronią świętego prawa wolności gospodarczej i na tych, którzy nie umieją czytać ze zrozumieniem (albo skończyli czytać na nagłówku).

Zanim jednak przejdziemy do szczegółów, przeczytaj list, bo powinieneś (powinnaś) mieć obraz całej sytuacji, a nie tylko hasło z tabloidowego nagłówka lub strzępki informacji wykorzystywane jako paliwo do gównoburzy w komentarzach.

Przeczytane? Ok. Zatem o co tak naprawdę chodzi?

Kluczowe argumenty, które pojawiły się w kontekście tej historii, to “nikt nie robi problemu, kiedy funkcjonują zakłady tylko dla kobiet” lub w trochę innym wariancie “właściciel firmy może obsługiwać kogo chce“. No cóż, z całą pewnością są to argumenty. To można im przyznać. Problem w tym, że są… zupełnie nie na temat (i są całkowicie błędne – ale to już tak na marginesie).

Bo widzisz, szanowny czytelniku (szanowna czytelniczko), nikt tej kobiecie nie odmówił obsługi, bo nie po to poszła do salonu. Weszła tam wyłącznie dlatego, że towarzyszyła znajomemu. W normalnej sytuacji posiedziałaby na niewygodnym krześle w poczekalni, poczytałaby przez dwadzieścia minut gazetę o motoryzacji lub obejrzała mecz piłki nożnej (serio, niemal wszystkie barber shopy uważają, że męskie mózgi mogą przyswoić wyłącznie taki rodzaj rozrywki) i na tym historia by się skończyła. Niestety obsługa salonu stwierdziła, że jest to miejsce zbyt małe, żeby mogły się w nim pomieścić terkoczące samice i dlatego “prosi” kobiety o wyjście. Innymi słowy, mężczyźni nie mogli czuć się swobodnie i poruszać męskich tematów, dlatego trzeba było w salonie umieścić ostentacyjną nalepkę, jasno dającą do zrozumienia, że panie należy przywiązywać do latarni przed wejściem.

wsj_1
“Psom, murzynom i kobietom wstęp wzbroniony.” Zaraz, to brzmi niepokojąco znajomo. Który mamy rok?

 

Pomińmy już kwestię powodu, dla którego wspomniany barbershop wyprasza kobiety. Myślę, że dałoby się wymyślić głupszy, ale właściciel lokalu i tak bardzo się postarał. Tak czy owak, problem leży raczej po stronie lokalu a nie klienteli. Rozumiem, że można stworzyć miejsce, w którym określona grupa czuje się swobodnie. Rozumiem nawet istotę stworzenia lokalu, który ze względu na szczególne wymogi klientów jest przygotowany tylko do obsługi jednej płci (i pod tym jednym względem nie zgadzam się z autorką listu), ale nie może się to odbywać bez ważnego powodu i bez poszanowania osób, które z jakiejś przyczyny znajdą się w tym lokalu. Problem w ogóle by nie powstał, gdyby właściciel zakupił lokal w rozmiarach proporcjonalnych do swojego ego. Znalazłoby się wtedy miejsce na oddzielne pomieszczenie, w którym można by zamknąć te nieszczęsne białogłowy (a także na basen i garaż podziemny).

Istnieje jakiś niebezpieczny mit, że “przedsiębiorstwo” jest folwarkiem właściciela, który może robić w nim co chce i jak tylko mu się podoba. Otóż nie. Każdy człowiek jest częścią społeczeństwa i działa w ramach zasad panujących w tym społeczeństwie. Tym bardziej dotyczy to osób prowadzących  działalność gospodarczą, bo one ze względu na swą dostępność, jeszcze mocniej niż pojedyncze osoby kształtują relacje społeczne. Ten kto wchodzi “na rynek” w pewien sposób staje się osobą publiczną, od której społeczeństwo może mieć pewne oczekiwania wykraczające poza relację “ja sprzedaję – ty kupujesz” (oczywiście – do pewnej granicy). Gdy stajesz się podmiotem “obrotu gospodarczego” nie przestają Cię nagle wiązać normy społeczne, po prostu pomiędzy te normy wślizguje się zasada swobody umów, która nie jest w żaden sposób uprzywilejowana wobec innych zasad chronionych przez prawo.

tumblr_m4s1o0p8bs1r1oxoqo1_1280.png
“Tak wiele przysiąg… Ciągle każą człowiekowi coś przysięgać. Broń króla. Bądź mu posłuszny. Dochowuj jego tajemnic. Wykonuj jego polecenia. Oddaj za niego życie. Ale słuchaj ojca. Kochaj siostrę. Broń niewinnych. Opiekuj się słabymi. Szanuj bogów. Przestrzegaj praw. Jest tego zbyt wiele. Bez względu na to, co człowiek uczyni, musi złamać jakiś ślub.”

Tymczasem jako społeczeństwo umówiliśmy się już jakiś czas temu, że jako cywilizowana grupa ludzi realizujemy również zasadę niedyskryminacji. I gdyby rzeczywiście chodziło o zapewnienie poczucia komfortu bywalcom lokalu, to można byłoby wymyślić kilka innych alternatyw, które nie zawierałyby sugestii, że kobiety należy stawiać na równi z płaczącymi dziećmi czy ujadającymi psami. Ot choćby – pierwszy z brzegu pomysł – nie wpuszczać nikogo, kto nie był umówiony. Wiem, brzmi to jak czyste szaleństwo, ale okazuje się, że można zapewnić intymną atmosferę w lokalu z jednoczesnym poszanowaniem podmiotowości osób określonej płci. Szok! Tym bardziej skłaniam się do wniosku, że ktoś w “The Barbers” całą noc głowił się nad tym, jak tu najmocniej pojechać po kobietach. I właśnie to jest kluczowym problemem w całej tej sprawie. Nie to, że ktoś komuś odmówił obsługi, a to, że osoba, która weszła do lokalu została potraktowana wyjątkowo niegrzecznie i to z ewidentnie seksistowskich pobudek. Tylko tyle i aż tyle.

Ostatnią kwestią, którą chciałem poruszyć przy okazji tego wpisu jest to, co właściwie kryje się pod pojęciem “dyskryminacja”. Sporo osób mylnie uważa, że dyskryminacja występuje wtedy, kiedy jedna osoba (grupa) jest traktowana gorzej niż inna i tyle. To pozwala osobom niezorientowanym na stawianie bzdurnych porównań w rodzaju: “a jak mężczyznom nie pozwala się na X to niby jest w porządku?”. Dyskryminacja to nie jest stan obiektywny, który pojawia się natychmiast, gdy jednej osobie pozwala się na mniej a drugiej na więcej.

Przykładowo, prawo unijne jako dyskryminację bezpośrednią określa taką sytuację, gdy osobę traktuje się mniej przychylnie niż traktuje się, traktowano lub traktowano by inną osobę w porównywalnej sytuacji ze względu na religię lub przekonania, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną (Dyrektywa Rady 2000/78/WE z dnia 27 listopada 2000 r.). Przy czym przepisy unijne wprowadzają również szereg wyjątków, pozwalających na działania pozytywne, pomagające osobom, które znajdują się w gorszej sytuacji. Nie każde działanie polegające na nierównym traktowaniu jest od razu dyskryminacją.

Ja natomiast zachęcam Cię cierpliwy czytelniku (cierpliwa czytelniczko) do stosowania następującej definicji, która może nie jest precyzyjna, ale pozwala oddzielić “dyskryminację” od uzasadnionego “nierównego traktowania”.

Dyskryminacja występuje (w uproszczeniu) wtedy, kiedy równocześnie:

  1. traktuje się kogoś gorzej niż inną osobę (grupę) w porównywalnej sytuacji,
  2. robi się bez ważnej, uzasadnionej przyczyny,
  3. wykorzystuje swoją uprzywilejowaną pozycję.

Wbrew temu czego można się obawiać – kobiety mogą dyskryminować mężczyzn, a czarni mogą dyskryminować białych… ale tylko pod warunkiem, że znajdują się wówczas w silniejszej pozycji (ekonomicznej, politycznej) i robią to bez sensownej przyczyny. A że kobiety (ewentualnie mniejszości seksualne – bo ich też dotyczy ten problem) w Polsce zdecydowanie nie znajdują się lepszej sytuacji niż biali heteroseksualni mężczyźni, to nie można stawiać znaku równości między klubami tylko dla osób LGBT czy zajęciami sportowymi wyłącznie dla kobiet a wypraszaniem “babek” z salonu balwierskiego.

Bywaj!

P.S. Jeśli obchodzisz święta Wielkiej Nocy, to życzę Tobie smacznego jajka, a jeśli nie obchodzisz – udanego weekendu i do zobaczenia.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s