Obrona Janusza Korwin-Mikkego

Dzisiaj chciałbym zrobić coś, czego jeszcze nie robiłem. Pobawię się w Jacka Gmocha i przeanalizuję pewne zagranie.

Na wstępie chcę podkreślić, że uważam Janusza Korwin-Mikkego za człowieka niezwykle bystrego i elokwentnego. Niemniej jednak, większość jego przeciwników zgodnie twierdzi, że Korwin-Mikke opiera swoje przekonania osobiste i polityczne o półprawdy i ziejące dziury w logice. A jednak uchodzi mu to na sucho i niewiele jest osób, które nie dają się omotać błyskotliwej retoryce lidera partii Wolność. Dlaczego tak się dzieje?

W uproszczeniu, dyskutowanie z Januszem Korwin-Mikkem sprowadza się do następującej sytuacji:

Na początku JKM sugeruje, że jeżeli liście brzozy są fioletowe to w gałęziach tego drzewa mogą się ukryć barwnice zwyczajne. Wtedy dyskusja schodzi na temat tego, kto potrafi znaleźć barwnicę zwyczajną w gałęziach fioletowej brzozy. I takie debaty Janusz Korwin-Mikke wygrywa z palcem w nosie, gdyż jest zazwyczaj bardzo dobrze przygotowany z wiedzy o upierzeniu papug (oczywiście – mówiąc metaforycznie). Innymi słowy – jego rozmówcy biją w postawionego przez niego chochoła zamiast w jego tok rozumowania.

[Grafika: Zdjęcie przedstawia stracha na wróble (chochoła) ze słomy stojącego w polu zboża i ubranego w kolorowy strój]
Najgroźniejsza broń Janusza Korwin-Mikkego

Jednakże, mimo trudnego charakteru JKM i mimo prezentowanych przezeń poglądów, jego sposób wypowiadania się zmusza nas, żebyśmy podjęli z nim debatę na poziomie jego elokwencji a nie na poziomie jego poglądów. Zwykłe ofukiwanie JKM to jak przyznanie, że nie mamy przeciwko niemu argumentów. Tymczasem argumentów obalających wypowiedzi Korwin-Mikkego nie brakuje. Problem polega na tym, że w ramach internetowo-telewizyjnej pyskówki nie ma miejsca na przytaczanie racjonalnych tez (o czym wspominałem już tutaj), bo nie są one chwytliwe i nie nabijają oglądalności.

Oglądalność nabijają natomiast rozmówcy, którzy się wzajemnie masakrują, orają i miażdżą. Dlatego, kiedy zobaczyłem „wywiad” z JKM u Piersa Morgana poczułem, że należy interweniować i to w roli adwokata diabła.

Dla przypomnienia, Janusz Korwin-Mikke zyskał światowy rozgłos, kiedy w Parlamencie Europejskim powiedział, że kobiety „muszą zarabiać mniej, ponieważ są słabsze, są mniejsze i są mniej inteligentne” niż mężczyźni (pamiętaj o czasowniku modalnym „musieć” w tym zdaniu; później będzie istotny). Okazję do pośmiania się z prawicowego polityka podchwycił brytyjski dziennikarz Piers Morgan. W kilkunastominutowym wywiadzie nieprzerwanie obraża Europosła, wcina mu się w słowa i kreuje go na skończonego błazna.

Zaczyna się z pozoru standardowo. Dziennikarz pyta, dlaczego według Korwin-Mikkego kobiety „powinny zarabiać mniej„. JKM tymczasem zarzuca pytającemu kłamstwo i tłumaczy, że „nie powiedział, że kobiety powinny zarabiać mniej” a jedynie, że z powodu takich a nie innych cech zarabiają mniej.

To bardzo ciekawe, bo gdyby ten argument inaczej ubrać w słowa, mógłby być nawet argumentem feministycznym, sugerującym, że patriarchalny świat jest tak skonstruowany, że niesprawiedliwie traktuje się kobiety ze względu na nieistotne cechy. Z pewnością znajdą się osoby, które twierdziły, że o to właśnie Korwin-Mikkemu chodziło, a po prostu jego wypowiedź została (jak zwykle) wyrwana z kontekstu. Otóż nie. Sposób w jaki JKM sformułował swą wypowiedź w Parlamencie Europejskim dobitnie wskazuje, że uważa wszystkie te powody za naukowo istotne i w zasadzie usprawiedliwiające mniejsze zarobki kobiet. Przypomnijmy sobie, powiedział dokładnie: „muszą zarabiać mniej„. Dodatkowo powołuje się na niezwykle specyficzne argumenty. Panie Januszu, ilość profesjonalnych szachistek nie ma przełożenia na sytuację ekonomiczną kobiet na świecie, wręcz przeciwnie – to, że kobiety napotykają w dziedzinach ścisłych tzw. „szklany sufit” wpływa na to, że jest mniej szachistek, laureatek nagród, naukowczyń itp. Piers Morgan jednak nie atakuje tego, że  JKM myli skutek i przyczynę. Mało tego, w ogóle pomija kontekst wypowiedzi Korwin-Mikkego. Przechodzi zaś wprost do chamskiego ataku ad personam.

Jak możesz mówić, że kobiety są mniej inteligentne niż mężczyźni, skoro sam brzmisz na tak niewiarygodnie głupiego?” pyta Morgan. Nie jestem pewien czy to przytyk do średniawej angielszczyzny JKM czy do treści tego co mówi. Zapewne do jednego i drugiego. Korwin-Mikkemu wyraźnie brakuje słów i uzupełnia braki w angielskim wymownymi pauzami albo niezbyt trafnymi synonimami, co rzeczywiście ujmuje mu elokwencji. Ale mimo tego, atakowanie dyskutanta za to jak mówi w obcym języku to cios poniżej pasa. Już za coś takiego Piers Morgan jest skreślony, a to dopiero początek.

Dalej Janusz Korwin-Mikke broni się, że fakt o mniejszej inteligencji kobiet jest „naukowo udowodniony„. Niezbity z tropu Morgan w ogóle nie pyta o to, gdzie zostało to wykazane, przez jakich naukowców albo czy wyniki tych rzekomych badań zostały poddane recenzji naukowej. Woli po prostu nazwać JKM „seksistowską świnią„. Tymczasem JKM nigdy nie podaje źródeł swoich rewelacji. Równie dobrze te informacje i statystyki mogły mu się przyśnić i nigdy byśmy tego nie odkryli. Dlaczego, ach, dlaczego nikomu nie przychodzi na myśl, żeby uderzyć Korwin-Mikkego w najwrażliwsze miejsce? W fakty. Na domiar złego, cała ta sytuacja obnaża olbrzymią pogardę dla roli nauki w debacie publicznej. Hasło „naukowo udowodnione” stosuje się, zależnie od potrzeb, jak wytrych ucinający dyskusję albo przeciwnie – jak opinię na poziomie przemyśleń o guście muzycznym.

Dodatkowo, na swoją obronę Korwin-Mikke podkreśla: „Kobiety są mniej inteligentne, ale za to są mądrzejsze„. Tu pojawia się kolejny problem z wypowiedziami Korwin-Mikkego. Wyciąga on z nosa pozbawione znaczenia słowa-bańki, których nie stara się nawet zdefiniować. Co JKM rozumie przez „wiedzę”? Co rozumie przez „inteligencję”? Korwin-Mikke kompletnie pomija fakt, że oprócz IQ istnieje inteligencja emocjonalna i inteligencja przestrzenna, a test na każdą z nich i tak mierzy tylko to jak dobrze rozwiązujemy dany test. Europoseł zdaje się przy tym sugerować, że życie działa jak gra RPG, gdzie można rozdać ludziom punkty statystyk i na tej podstawie sprawdzać, kto jest lepszy. Jeśli masz pięć punktów to dobrze rozwiązujesz krzyżówki a jeśli zdobędziesz jeszcze pięć – to możesz zająć się fizyką kwantową.

[Grafika: zdjęcie przedstawia leżące na stole przybory do gry fabularnej: wielościenne kości, karty postaci, ołówek, zeszyt a w tle karty i podręczniki mistrza gry]
„Siedzicie na rozmowie o pracę”

W połowie dyskusji następuje jednak zwrot akcji. Towarzysząca Piersowi Morganowi Susanna Reid podnosi, że nie może zrozumieć, dlaczego JKM akceptuje różnicę w płacach ze względu na wzrost. To mogło być świetne podważenie argumentacji Europosła. JKM sam na początku dyskusji podkreśla, że jest wolnorynkowcem. Argument więc pisze się sam. Czy rzeczywiście warto popierać niewidzialną rękę rynku, która różnicuje zarobki w zależności od tak absurdalnych przyczyn jak wzrost i kolor włosów? Wszak to cechy, które w zasadzie nie mają przełożenia na produktywność, a nawet jeżeli mają to z pewnością nie rzędu 17,5% (bo tyle wynosi różnica w zarobkach między kobietami i mężczyznami w Europie). Niestety rozmowa szybko wraca na stare tory, Piers Morgan zaczyna krzyczeć i znów wyciąga argument ad personam, tym razem dotyczący ilości dzieci i byłych żon polityka.

Ostatecznie z tego wywiadu nie wynika nic. Janusz Korwin-Mikke nie zdołał przekrzyczeć prowadzących, a prowadzącym nie udało się znaleźć braków w (pozornie) logicznym rozumowaniu Europosła.

Gdzie zatem tkwi błąd w debacie z prezesem partii Wolność (poza oczywistym brakiem kultury dziennikarzy)?

Żeby to unaocznić, uczynię zadość prawu Godwina i wspomnę o ulubionym argumencie Janusza Korwin-Mikkego.

[Grafika: Zdjęcie przedstawia uśmiechniętego Adolfa Hitlera rozmawiającego przez telefon]
Ktoś mnie szukał?

Jedną z pierwszych sytuacji, która uświadomiła mi, że debaty z Korwin-Mikkem tak naprawdę nikt nie próbuje wygrać, był pewien wywiad u Moniki Olejnik. Podczas wywiadu JKM stwierdził, iż nie ma dowodu na to, że Hitler wiedział o holokauście. Po chwili wzajemnych pokrzykiwań, wzburzona prowadząca odsarknęła: „Tak, Hitler kochał żydów„. I znów rozmówca rzucił się na chochoła zamiast na argumenty.

A wystarczy odrzucić zew krwi i schylić się po argument, który Europoseł sam nam podsuwa. W istocie JKM pokazuje tylko, że nie wie jak wygląda dowodzenie i rozumowanie logiczne. Nie musisz złapać Adolfa za rękę, żeby wykazać, co rozumiał przez  „eksterminację rasy żydowskiej w Europie„. Gdyby w rzeczywistości dowodzenie czegokolwiek wyglądało tak, jak sugeruje Korwin-Mikke, większość przestępców chodziłaby wolno a umów zawartych ustnie nigdy nie dałoby się potwierdzić.

Innym razem Janusz Korwin-Mikke przywołuje Hitlera w kontekście argumentów o podatkach. Stwierdza, że „za Hitlera były niższe podatki„. I ponownie wybucha raban: bo jak to, mieszać w to wszystko Hitlera? To się nie godzi! Tymczasem, Europoseł ukręca bicz na samego siebie. Przecież to argument dobitnie świadczący o tym, że wysokość podatków nie wpływa na pogorszenie jakości życia. Nie wiem jak Ty czytelniku (czytelniczko), ale ja jednak w latach czterdziestych wybrałbym Anglię (gdzie podatek dochodowy sięgał 90%), a nie hitlerowskie Niemcy z ich „niskimi podatkami”.

Jak kiepski musi być poziom debaty publicznej, że zamiast cisnąć w JKM jego własnymi argumentami, wszyscy wolą raczej szukać barwnic w liściach fioletowej brzozy?

Bywaj!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s