Czy nagość jest feministyczna?

W związku z tym, że jednocześnie wypłynęło wiele czynników takich jak: zbliżający się dzień kobiet; brak świeżego wpisu na blogu oraz moja kompulsja do reagowania, kiedy ktoś myli się na internecie – uznałem, że to dobry moment na wypowiedzenie się o feminizmie i o sutkach.

Niedawno Emma Watson pokazała spory fragment piersi w sesji zdjęciowej dla magazynu Vanity Fair. Reakcja mediów na tę jakże skandaliczną sesję pokazała, że wciąż mało kto rozumie, czym jest feminizm, a jeszcze mniej osób odróżnia nagość od seksualizacji nagości. Przez jedno zdjęcie Emma Watson dowiedziała się, że jest hipokrytką i że całkowicie zaprzepaściła swój dorobek jako orędowniczka na rzecz równouprawnienia.

Grafika: Zdjęcie przedstawia Emmę Watson w białym stroju odsłaniającym część piersi.
O zgrozo! Chowajcie dzieci, zamykajcie okna!

Ta sytuacja jest owocem pewnego paradoksu. Feministkom od dłuższego czasu przykleja się łatki brzydkich, grubych wiedźm, które nienawidzą mężczyzn i chcą zapłodnić się przez in vitro tylko po to, żeby móc dokonać aborcji. Stereotyp ten był powielany tak wiele razy, że stał się naturalnym wyobrażeniem feminizmu. Ośmielę się stwierdzić, że nawet niektóre środowiska pro-równościowe dały się zmylić tej narracji i przeszły do dziwnie rozumianej defensywy. Utarło się zatem, że skoro nagość i szeroko rozumiana “ładność” zostały zawłaszczone przez antyfeministów, to znaczy że należy je porzucić.

Tymczasem Emma Watson w 2014 roku wystąpiła przed zgromadzeniem ONZ, inaugurując kampanię “HeForShe“. Mówiła o feminizmie w prostych słowach i podkreślała rolę mężczyzn w walce o równouprawnienie. Nie powiedziała jednak nic odkrywczego. W gruncie rzeczy dla osoby, która kojarzy czym naprawdę jest feminizm, przemówienie Emmy Watson mogło wydać się zbiorem truizmów. Siła tego przemówienia nie tkwiła jednak w jego stronie merytorycznej. Oto bowiem stereotyp feministki został podważony. I to przez nie byle kogo a zdolną aktorkę o sympatycznej osobowości, będącą ulubienicą internetu. Antyfeminiści przez krótki moment doznali dysonansu poznawczego. Gdzieniegdzie pojawiały się co prawda głosy, że Watson to “ta dobra” feministka w odróżnieniu od “tych złych i brzydkich feministek”, zaś te “złe i brzydkie” powinny się od Watson uczyć czym jest prawdziwy feminizm. Feminizm taki jakim go opisała Emma Watson istniał jednak również przed 2014, lecz problem polegał na tym, iż antyfeminiści byli stanowczo zbyt zajęci wyolbrzymianiem tych rzeczy, które im w feminizmie przeszkadzają, by dostrzec cokolwiek innego.

W przypadku sesji zdjęciowej w Vanity Fair atak nadszedł jednak, o dziwo, ze strony osób o sympatiach pro-równościowych. I teraz okazało się, że Watson jest tą “złą feministką”. CNN zadało nawet absurdalne pytanie – czy można być feministką i pokazywać piersi? Emma Watson w odpowiedzi na zarzuty argumentowała: “Feminizm nie jest kijem do bicia innych kobiet. Chodzi o wolność, chodzi o wyzwolenie, chodzi o równość. Naprawdę nie wiem, co moje cycki mają tu do rzeczy”.

Stawiam tezę, że do tego konfliktu doszło nie ze względu na złą wolę po którejś ze stron. Chodzi raczej o obawę przed wkroczeniem na terytorium wroga. W przypadku gdy jedna z konfliktujących grup zawłaszczy sobie jakąś sferę życia, odzyskiwanie tej sfery (w tym wypadku odzyskiwanie urody i nagości dla feminizmu) może z pewnej perspektywy wydawać się brataniem z wrogiem. Chodzi tu więc o problem znacznie głębszy, bo odnoszący się do tego, że podświadomie życzymy sobie, aby nasz świat był czarno-biały. Świat czarno-biały jest prostszy, nie ma w nim  hipokryzji (ale tylko pozornie) i dylematów moralnych (znów – tylko pozornie). Albo robisz coś co robią feministki i jesteś feministką, albo robisz coś co robią antyfeminiści i jesteś przeciw kobietom. Kiedy ktoś wchodzi, choćby jedną stopą, w odcienie szarości, łatwo go ocenić jako hipokrytę, kiedy nie zastanowimy się nad tym, że ustanowiony podział jest po prostu zupełnie zmyślony i kisimy się w nim wyłącznie na potrzeby konfliktu “my versus oni”.

I tu dochodzimy do kwestii samej nagości jako narzędzia w tym konflikcie.

Problem z nagością jest taki, że jest ona pod władzą podwójnych standardów. Zarzuty o seksizm związane z nagością padają zarówno kiedy nagość jest (ot choćby “szczucie cycem” w reklamach) i kiedy tej nagości nie ma (np. cenzura damskich sutków w internecie). Środowiska antyfeministyczne mają tutaj używanie, bo łatwo im przemilczeć fakt, że same stosują dwójmyślenie i stworzyć narrację typu: “Oj wy niemądre gąski, same nie wiecie czego chcecie! Gołe źle, ubrane też niedobrze“. Taka taktyka robienia z przeciwnika wariata ma nawet swoją nazwę – gaslighting.

Żeby lepiej zobrazować kłopotliwość sytuacji, posłużę się przykładem. Spotkałem się kiedyś z zabawną  argumentacją, że kobiety chcą pokazywać sutki w miejscach publicznych, ale jak zobaczą nagość na reklamie to są zgorszone.

Oczywiście, że w tej dyskusji nie chodzi dosłownie o przyznanie wszystkim prawa do chodzenia po mieście jak ich (je) pan Bóg stworzył. Akcje w rodzaju #freethenipple mają właśnie wypunktować hipokryzję jaką stosujemy do męskich i kobiecych części ciała. W tym wszystkim chodzi o prostą rzecz – o sprzeciwienie się sztucznej, arbitralnej seksualizacji ciała, prowadzącej do uprzedmiotowienia jej posiadaczki.

Pozwalając na cenzurowanie kobiecych piersi w internecie w sposób sztuczny tworzy się tabu, wokół którego wyrasta jakaś moralizatorska narracja. Ta narracja tylnymi drzwiami pozwala na decydowanie jak powinna ubierać się określona płeć. I gdyby to zainteresowana płeć jeszcze decydowała o tym co jest tabu a co nie, to byłoby jeszcze pół biedy – tymczasem najczęściej to mężczyźni mają decydujący głos w kwestii sztucznego narzucania kobietom czego im nie wolno.

W efekcie powstaje sytuacja jak z “Paragrafu 22“, gdzie kobiece sutki są cenzurowane bo są nieprzyzwoite, a są nieprzyzwoite bo są cenzurowane.

Z drugiej strony sztuczna seksualizacja jest wykorzystywana w mediach jako maszynka do pieniędzy. W momencie kiedy pokazanie kobiecych piersi jest czymś tabu, to można w ten sposób kusić i sprzedawać nagość jako coś niedostępnego i pożądanego. Gdy jednak odseksualizuje się piersi, to scena z wyeksponowanymi piersiami nie będzie się różniła od sceny z ładnymi nogami. A to niestety jest słaby motor napędowy dla reklamy, więc tabu trzeba utrzymać za wszelką cenę.

Skąd więc wiedzieć kiedy nagość jest fajna, a kiedy jest niefajna?

376792_10201187548079118_2100065200_n
Jeśli uważasz, że to hipokryzja to nie czytałeś (czytałaś) uważnie. (fot. Dominika Wróblewska)

Tu pojawia się słowo klucz: “kontekst”. Kontekstem dla akceptowalnego użycia nagości powinna być zawsze wolna wola świadomej kobiety. I tyle. Prawo do decydowania o własnym ciele (a o to między innymi chodzi w feminizmie) nie zależy od ilości ubrań, tylko od tego czy ich ilość jest zgodna z wolą posiadaczki ciała. Ponadto, zawsze trzeba zadać pytanie pomocnicze: kto na tym skorzysta. Czyli – należy dbać o to by nadrzędną wartością nad zyskiem z nagości był zawsze komfort psychiczny kobiety. Może antyfeministów przestanie dziwić nagość na tzw. “marszach szmat“, gdy dotrze do nich, że nie chodzi o nagość a o wybór. A to wyboru właśnie odmawia się kobietom, tworząc pokrętne zasady pełne hipokryzji i podwójnych standardów.

Feminizm i nagość idą zatem w parze dopóki nagość jest przemyślana, świadoma i niewymuszona oraz dopóki nie jest traktowana głównie jako przedmiot w obrocie handlowym. Feminizm to równość, a dla feministów i feministek nie ma różnicy, czy jesteś młodą kobietą wytatuowaną od stóp do głów, pokazującą piersi w czasopiśmie czy skromną stulatką, która przez większość życia chodziła w chuście na głowie, czy znajdujesz się gdziekolwiek indziej na tym spektrum – Twój głos i Twoja decyzja o Twoim ciele są tak samo ważne, dopóki głos jest merytoryczny, a decyzja – świadoma.

Bywaj i wesołego dnia kobiet!

 Post scriptum: jeśli ktoś obawia się, że naruszenie status quo spowoduje Sodomę i Gomorę na ulicach, to spieszę uspokoić: społeczeństwu, którego członkowie szanują swoje ciała, są świadomi swojej seksualności oraz wykazują się elementarną dozą empatii i poczucia estetyki, nie grozi wysyp ekshibicjonizmu. Nawet gdyby pokazywanie owłosienia łonowego nie było tabu, to nikt nie zamierza tego robić przez zwykły szacunek dla komfortu drugiej osoby. Nie potrzebujemy w tym celu wybiórczej cenzury na Instagramie czy na Facebooku.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s