Parytety nie działają…

…tak jak Ci się wydaje.

Parytet (w uproszczeniu) to sposób określania składu jakiegoś organu lub instytucji w taki sposób, żeby zachować określone równe proporcje osób określonej płci, narodowości, wyznania itp.

W założeniu parytety mają służyć wyrównywaniu szans dla osób, które z pewnych powodów są wykluczone z dostępu do określonych stanowisk. W dzisiejszym wpisie skupię się na parytetach płci, bo to o nich najczęściej mówi się w kontekście słowa „parytet”.  

Jako ciekawostkę dodam, że w Polsce obowiązują 35-procentowe kwoty płci (nie mylić z parytetami) na listach wyborczych w wyborach do: rad gmin, powiatów, sejmików wojewódzkich, Sejmu i Parlamentu Europejskiego. Oznacza to, że na każdej liście wyborczej do tych organów musi być co najmniej 35% kandydatów (kandydatek) danej płci. Nie mogą więc kandydować sami mężczyźni, ani też – same kobiety.

Ale czy parytety są nam w ogóle potrzebne?” pytasz, wnikliwa czytelniczko (wnikliwy czytelniku). Odpowiedź brzmi: Nie. Nie są nam potrzebne. Tak samo jak krzesła nie są nam potrzebne, żarówki nie są nam potrzebne albo aparaty na zęby nie są nam potrzebne.

Ale, na poważnie: moje nastawienie do parytetów jest ambiwalentne. Nie uważam parytetów za idealne rozwiązanie problemu dysproporcji płci. Zacząłbym od tego, że w ogóle nie powinno istnieć zapotrzebowanie na parytety. W idealnym świecie parytety byłyby rozwiązaniem tymczasowym – jak aparat na zęby – które wyrówna proporcje i nie będzie już nigdy użyte. Niestety świat nie jest idealny, ludzie nie są idealni, a nieidealny świat wymaga od nieidealnych ludzi zastosowania niekiedy nieidealnych rozwiązań.

Z drugiej strony, warto się pochylić nad argumentacją przeciwko parytetom. To, że coś jest kwestią problematyczną, nie oznacza, że każdy argument „przeciwko” jest automatycznie trafny. Podobnie, trzymanie się błędnego argumentu, sprawia, że powielamy nietrafną argumentację w innych kwestiach i na podstawie fałszywych danych wyciągamy coraz to nowe nieprawidłowe wnioski.

Grafika:Zdjęcie przedstawia scenę z filmu Monty Python i Święty Graal. Tłum średniowiecznych wieśniaków, wśród których stoi rycerz, patrzy jak czarownica sadowiona jest na wielkiej wadze.
Jeżeli drewno i czarownice płoną, to znaczy, że czarownice są zrobione z drewna.

Specjalnie dla Ciebie, pozwoliłem sobie wybrać z dyskusji o wyrównywaniu szans dwa najgorętsze argumenty przeciw parytetom. Omówmy je zatem:

„Przez parytety wciska się na stanowiska określoną płeć kosztem kwalifikacji zawodowych”

To ciekawy argument. Pozornie wydaje się logiczny, ale opiera się on w głównej mierze na pewnym niezrozumieniu tego jak w rzeczywistości działają instytucje i organy. 

Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że na czele każdej firmy stoi niezastąpiony szef, na czele partii stoi wódz, historia świata jest historią wielkich bohaterów i wielkich ludzi. Łatwo zatem wmówić nam, że kompetencja przywódcy przekłada się w olbrzymim stopniu na kompetencje zespołu. Tak jednak nie jest i właściwie nigdy nie było. Historia wielkich ludzi to bardzo uproszczona i mocno przekłamana historia. Tym bardziej w dzisiejszych czasach wielkie osiągnięcia to osiągnięcia zespołów dobranych z rzeszy ludzi o różnorodnych cechach.

Przykładem tego, jak to błędne myślenie przeniknęło do naszej rzeczywistości, jest niedawna wpadka firmy Synthos, która zorganizowała konkurs dla wybitnego chemika z nagrodą w wysokości miliona złotych. Organizatorzy konkursu, formułując kryteria, nie przewidzieli jednak, że praca naukowców może mieć charakter zespołowy i, w rezultacie, nagrody nie otrzymał nikt.

Tymczasem, w przypadku państwa niemal każdy organ ma swoje zaplecze administracyjne i organizacyjne. Ustawy dla ministrów pisze armia prawników i prawniczek. Przy przestrzeganiu parytetów te olbrzymie zaplecza nie znikną. Będzie to natomiast sygnał pokazujący: „hej, chodźcie tu kompetentne kobiety, tutaj też jesteście potrzebne„.

Założenie jest takie, że lepiej wybierać najlepszego kandydata (najlepszą kandydatkę) spośród stu różnorodnych osób niż spośród pięćdziesięciu podobnych. Nawet jeżeli raz na jakiś czas urząd dostanie dobry polityk zamiast genialnej polityczki (i vice versa), to w ostatecznym rozrachunku uzyskana za pomocą parytetów aktywizacja polityczna obu płci doprowadzi do zyskania znacznie większej ilości kandydatek i kandydatów czyli potencjału, mogącego zapełnić mnóstwo innych potrzebnych stanowisk.

Drugi z argumentów przeciwko parytetom brzmi następująco:

„Parytety podkreślają słabość tej grupy, której trzeba pomagać”

Ten argument bardziej do mnie przemawia, ale z trochę innych przyczyn niż mogłoby się wydawać.

            W rzeczywistości, nie ma nic zdrożnego w tym, że coś trzeba sztucznie wyrównać czy, że komuś trzeba w sztuczny sposób pomóc. Skoro w sposób sztuczny tworzymy nierówności, to naiwnością jest sądzić, że wyrównają się one w sposób naturalny. Przemyślana pomoc jest bowiem prawie zawsze lepszym rozwiązaniem niż czekanie, aż wszystko samo się naprawi. Innymi słowy – nie powinnaś (powinieneś) bać się tego, że przez cudze działanie bywasz słabsza (słabszy) lub, że komuś należy się z tego powodu pomoc.

Wróćmy jednak do naszego nieidealnego świata pełnego nieidealnych ludzi. W naszym świecie oznaki słabości bywają perfidnie wykorzystywane do stygmatyzowania poszczególnych osób czy całych grup. Osoby korzystające z parytetów, mogą zostać poddane ostracyzmowi ze strony przeciwników, co, jak zaraźliwa choroba, przeniesie się na negatywne postrzeganie parytetów.

Kontynuując analogię o aparacie na zęby – możliwe jest, że ktoś już przywykł do gryzienia krzywymi zębami i niewygodnie mu się przestawić do gryzienia równymi. Wprawdzie teraz nie ryzykuje, że uszkodzi sobie dziąsła lub szczękę przez zepsuty zgryz. Problem jednak polega na tym, że taki ktoś nie myśli o długofalowych konsekwencjach. Tu i teraz jest mu z tym niewygodnie, tu i teraz wolałby wrócić do momentu, kiedy nie miał drutów w ustach i tego podłego uczucia stale obolałych zębów.

Takie osoby mogą skutecznie zniweczyć pozytywne skutki parytetów. Wystarczy, że wywołają nieracjonalny strach, że ich wygodna wizja świata zmienia się nieodwracalnie i te negatywne emocje skierują przeciwko grupie promującej parytety. Tym samym przekreślą parytety i inne rozwiązania, które ta grupa ma do zaoferowania, a w konsekwencji – całą tę grupę.

Czy mają rację? Oczywiście, że nie. Szczególnie, że stosują odpowiedzialność zbiorową („Nie podoba mi się jedno z twoich rozwiązań socjalnych, więc nie podobają mi się wszystkie!„). Niestety, nastawienie takich osób też trzeba brać pod uwagę projektując rozwiązania problemów społecznych. „Brać pod uwagę” nie oznacza jednak „ugiąć się pod presją”. W ten sposób kończy się na rozwiązaniach „połowicznych”, które jeszcze bardziej ośmieszają samą ideę. Zazwyczaj bowiem, dobre rozwiązanie wprowadzone do połowy da zerowe rezultaty a nie (wbrew chłopskiemu rozumowi) połowiczne.

Grafika: Zdjęcie przedstawia czworo lekarzy w odzieży ochronnej, którzy pochylają się nad pacjentem leżącym na stole operacyjnym.
„Panie, panowie, skończyliśmy połowę operacji. Wyłączamy aparaturę i fajrant!”

Oznacza to tyle, że powinniśmy równocześnie z wprowadzaniem zmian oswajać z nimi, te osoby, które kierują się uprzedzeniami lub stereotypami. Bo rozwiązania, nawet sztuczne, działają. Potrzeba tylko czasu i obiektywnego spojrzenia, żeby się o tym przekonać.

Bywaj!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s